*Perspektywa Kate
Już od 2 tygodni mieszkałam u cioci. Strasznie tęskniłam za rodzicami, co wieczór płakałam... Tego dnia miałam iść do nowej szkoły, w sumie to nigdy nie miałam problemów z poznawaniem ludzi, ale dzisiejszego ranka moja pewność siebie znikła. Wstałam o 6:00, lekcje zaczynały się o 8:00, więc miałam sporo czasu. Odprawiłam poranną toaletę i zeszłam na śniadanie.
-Cześć ciociu - uśmiechnęłam się.
-Witaj kochanie, jak się spało? - zapytała kobieta zmartwionym głosem.
-Nawet ok... Musze dzisiaj iść? Nie mam ochoty...
-Przestań. Dasz radę, jesteś silna. Niestety musisz pojechać autobusem, ja śpieszę się do pracy.Pa i powodzenia ! - ciocia ucałowała mnie w czoło i wyszła.
-Ech... No dzięki. - mruknęłam i poszłam się w coś ubrać. W międzyczasie pisałam z Alex.
Do Alex
Al, zabierz mnie stąd... Ja tam nie chcę iść.
Od Alex
Dasz radę mała, wierzę w Ciebie ! :p
Do Alex
Ale nie mam ochoty, najchętniej zostałabym w domu.
Od Alex
Idź ! Poznasz nowych ludzi :D
Moja mina zrzedła jeszcze bardziej gdy odczytałam tą wiadomość. Ja nie chciałam żadnych innym znajomych. Chciałam do starej szkoły i do starych przyjaciół... Gdy zegar wskazywał 7:30 postanowiłam iść na przystanek, który był tylko parę kroków od domu ciotki.
Do Alex
Niech będzie ;) Tęsknie... Pozdrów resztę :)
*Perspektywa Zayn'a
Mam przejebane... Mam zajebiście mocno przejebane. To już 2 tygodnie od feralnej imprezy,a media dalej nie dawały mi spokoju. Usiadłem na łóżku i przypomniałem sobie tamten wieczór...
20 minut później byłem już pod jednym z Londyńskich klubów. Pewnym krokiem wszedłem do środka z uśmiechem i od razu podszedłem do baru.
-Jeden kieliszek gin'u poproszę. - uśmiechnąłem się do barmana,a po chwili kieliszek był już opróżniony. Po paru kieliszkach gdy byłem już mocno wstawiony ruszyłem na parkiet. A po chwili tańczyłem w objęciach długonogiej blondynki, kilka uśmiechów i zaczęliśmy się namiętnie całować. Malik kurwa ogarnij się masz dziewczynę ! Odsunąłem się od kobiety i z pijackim uśmiechem minąłem ją. Jednak po paru krokach czyjaś ręka na moim ramieniu mnie zatrzymała.
-Odpierdol się kurwa od mojej dziewczyny ! - warknął jakiś facet i po chwili poczułem jego pięść na mojej twarzy. Oczywiście nie pozostałem dłużny. I tak zaczęła się bitka...
-Panowie proszę wyjść stąd i załatwiać swoje sprawy z dala od tego klubu. - powiedział ktoś, był to chyba ochroniarz bo po chwili chwycił mnie i zaczął ciągnąć w stronę wyjścia.
-Czy ty kurwa nie wiesz kim ja jestem ! - warknąłem i próbowałem się wyrwać.
-Nie interesuje mnie to. - powiedział mężczyzna i po chwili byłem już na dworze.
-Co to jest w ogóle za klub ! - krzyknąłem i zacząłem iść z stronę parku. Nie miałem zamiaru wracać do domu.
-Cześć. - usłyszałem kobiecy głos. Odwróciłem się i zobaczyłem, że na jednej z ławek siedzi piękna brunetka ubrana w krótką czerwoną sukienkę. Uśmiechnąłem się i usiadłem obok niej.
-Chcesz się zabawić? - szepnęła mi do ucho uwodzicielsko.
-U Ciebie? - zapytałem.
-Jak chcesz możemy u Ciebie. - powiedziała.
-Nie, zdecydowanie do Ciebie. - uśmiechnąłem się.
Po pół godzinie byliśmy już u niej w salonie.
-Jak masz na imię? - spytałem.
-Ash. - powiedziała.
-Zayn. - przedstawiłem się.
-Wiem. - odpowiedziała i zaczęła mnie namiętnie całować. Gdy rano się obudziłem leżałem nagi w łóżku... Jak jej tam było Al, Ang, a nie ważne. W każdym bądź razie musiałem stamtąd jak najszybciej uciec. Jak pomyślałem tak zrobiłem po godzinie jakimś cudem znalazłem się u siebie w domu. Nie wiedziałem tylko, że cały mój poprzedni wieczór śledzili paparazzi...
-Jaki ja jestem głupi... - szepnąłem do siebie. Straciłem tak dużo... Perrie chciała odejść, ale Simon powiedział jej, że musi jeszcze ze mną wytrzymać. Też mi łaska... Chłopcy na szczęście mi wybaczyli, ale przez mój wybryk straciliśmy bardzo dużo fanów,a media dalej trąbiły... Po chwili mój telefon zaczął dzwonić.
-Słucham?
-Zayn tu Simon przyjedź do mnie, musimy poważnie porozmawiać. Perrie i reszta zespołu już tu jest. - oznajmił. Nie zdążyłem nic odpowiedzieć ponieważ się rozłączył. O co może chodzić? Ale musi być to coś poważnego, ponieważ po głosie poznałem, że Simon jest dość... przygnębiony? A Perrie i chłopcy nigdy nie spotykali się wspólnie u Simon'a. Mam kłopoty.
*Perspektywa Kate
Stałam własnie przed drzwiami dyrektora, wahałam się trochę czy tam wejść czy może zwiać... Atrakcyjniejsza wydawała mi się ta druga opcja, ale nie mogłam zawieźć cioci i Alex. Wzięłam głęboki oddech i pchnęłam drzwi.
- Dzień dobry. - powiedziałam głośno. Za biurkiem siedziała kobieta która aż tonęła w różnych papierach.
-Ach... Dzień dobry. Co Cię do mnie sprowadza?
-Właściwie to ja... Jestem nowa. Nazywam się Kate Clark. - powiedziałam.
-O, to ty. Poczekaj chwilę zawołam kogoś żeby zaprowadził Cę do klasy w której teraz masz lekcję... Co teraz właściwie masz? - spytała zmieszana kobieta.
-Angielski.
-Och, dobrze poczekaj chwilę. - dyrektorka wyszła na korytarz i po chwili wróciła z jakąś dziewczyną.
-Kate, to jest Emily. Ma teraz z tobą Angielski więc zaprowadzi Cię do klasy.
-Ale czemu ja? - zaprotestowała dziewczyna. Kobieta tylko spojrzała na nią złowroga. Emily wzruszyła ramionami. Okey teraz zaprowadzi mnie do klasy, ale przecież ja się potem zgubię. Kobieta widząc moja minę dodała.
-Kate, nie martw się Emily Cię potem oprowadzi. - dziewczyna spojrzała na nią zdziwiona, ale nie odezwała się już tylko głośno westchnęła.
-Um... No to chodź - powiedziała. Uśmiechnęłam się i ruszyłam za dziewczyną. Szkoła wydawała się dość duża, ale nie większa od mojej starej. Korytarz ciągnął się niemiłosiernie, a my szłyśmy w krępującej ciszy. Postanowiłam zacząć rozmowę.
-Um... A więc masz na imię Emily, tak? - spytałam. Brawo za inteligencje ! Przed chwila przedstawiła Ci ją dyrektorka...
-No tak. A ty Kate. - dziewczyna się zaśmiała. Odetchnęłam z ulgą, myślałam, że mnie nie lubi.
-Tak. - uśmiechnęłam się szeroko.
-Czemu się przeprowadziłaś? - spytała. Pytanie Emi (stwierdziłam, że mogę ją tak nazywać) sprawiło, że oczy momentalnie zaszły mi łzami.
-Och. Przepraszam nie chciałam... - szepnęła dziewczyna.
-Nie dobrze nic mi nie jest. Kiedyś Ci opowiem, ale jeszcze nie. - uśmiechnęłam się. Nie chciałam rozdrapywać świeżych ran.
-Um, dobrze. Więc to tutaj. - uśmiechnęła się szeroko i otworzyła drzwi. Nabrałam powietrza do płuc... Powodzenia Kate... I zrobiłam krok do przodu. Pora zacząć wszystko od nowa...
I jak podoba się 1 rozdział? Zostawcie jakiś komentarz jeśli się spodobało lub jeśli macie jakieś uwagi. Wtedy przynajmniej będę wiedziała, że ktoś czyta to opowiadanie :D
piątek, 6 czerwca 2014
sobota, 31 maja 2014
Prolog - Zayn
Miałem taki zajebisty sen... Ale nawet on musiał się spieprzyć gdy poczułem czyjeś usta na moim policzku.
-Zaynee - mruknęła Pezz. Westchnąłem zirytowany, no tak zapomniałem, że mam dziewczynę której nie kocham.
-Czego? - zapytałem chyba nie co za ostro. Muszę uważać przecież ona myśli że ją kocham...Pff każdy tak myśli.
-J-ja tylko chciałam zapytać co chcesz na śniadanie. - odpowiedziała nieśmiało. Uśmiechnąłem się sztucznie i pocałowałem dziewczynę.
-Wiesz trochę się śpieszę.
-Gdzie?
-Do...Do Niall'a - uśmiechnąłem się szeroko.
-Ostatnio spędzasz z nim więcej czasu niż ze mną ! - fuknęła dziewczyna. Przewróciłem oczami.
-Może temu, że jego lubię. - szepnąłem tak aby dziewczyna nie usłyszała.
*godzinę później.
Zapukałem do drzwi Niall'a miałem nadzieję, że jest w domu.
-Cześć... Zayn? - zapytał zdziwiony.
-Nie kosmita. - zaśmiałem się, wyminąłem go i usiadłem na kanapie w salonie.
-Co ty tu robisz? - zapytał i podrapał się po głowie.
-No.. eee... siedzę? - zapytałem i włączyłem telewizor. Niall głośno westchnął i usiadł obok mnie.
-Miałeś być z Perrie. Pokłóciliście się? - zapytał.
-Nie? - uśmiechnąłem się.
-To co tu robisz?
-Nie mogłem odwiedzić mojego najlepszego przyjaciela? - zaśmiałem się i przytuliłem go.
-Piłeś?
-Na Allaha Niall to, że przyszedłem do Ciebie nie oznacza, że piłem, z poza tym po prostu jej nie kocham, ok? - powiedziałem i popatrzyłem przyjacielowi w oczy szukając w nich jakiegoś pomysłu żeby pozbyć sie Pezz.
-Wiem stary. Przykro mi. - szepnął i spuścił głowę jakby była to jego wina. A nie była... To była wina cholernego Simon'a ! Ugh... Nienawidzę go.
-Możemy po prostu pooglądać jakiś film? - zapytałem z nadzieją. Niall uśmiechnął się i skinął głową.
-Co oglądamy?- spytałem.
-Może... "Gdzie jest Nemo"? - uśmiechnął się szeroko.
-Niall ty masz 20 lat... - uderzyłem się w czoło.
-No i? Na ta bajkę nigdy nie jest się za starym!
Gdy film,a raczej bajka się skończyła, pożegnałem się z chłopakiem i ruszyłem w stronę domu. Po chwili mój telefon zaczął wibrować.
-Słucham?
-Zayn czemu nie odbierasz? - usłyszałem cienki głos Perrie.
-Może temu, że nie dałem rady?
-Dlaczego jesteś na mnie zły? Przecież nic nie zrobiłam...- powiedziała. Westchnąłem zirytowany i rozłączyłem się. Nie wcale nic nie zrobiła... Ta dziewczyna zjebała całe moje życie. Ale przecież to nic takiego. Odpaliłem szybko papierosa i zaciągnąłem się. I znowu...
-Czego?! - warknąłem do telefonu.
-Chcę Cię widzieć u mnie i to już.
-Simon? - zapytałem zdziwiony i telefon się rozłączył. Tak to był Simon tylko czego on chce?
*30 minut później.
Stałem pod wielką willą Simon'a bez zbędnego pukania wpadłem do jego domu.
-Po co miałem przyjść? - zapytałem na starcie.
-A może chodziarz jakieś "cześć" ?
-Przestań pieprzyc i powiedz czego chcesz.
-Pokłóciłeś się z Perrie. - oznajmił. Och... Czyli, że już do niego dzwoniła.
-Uhm, tak. I co w związku z tym?
-Teraz Ci coś powiem. Musisz z nią być ponieważ chcę żeby jej zespół się wzbił, a ciacho z One Direction jej w tym pomoże. Nawet nie waż się mówić, że się nie zgadzasz bo tak szybko jak One Direction się wzbiło może upaść. - zaśmiał się szyderczo. Warknąłem wściekły. Dlaczego ja? Już wystarczająco w życiu przeżyłem. Spojrzałem ostatni raz na mężczyznę i wybiegłem z jego domu. Po paru minutach siedziałem na ławce w parku paląc jednego papierosa za drugim. Nie chciałem wracać do domu. Po co? Stwierdziłem, że mógłbym sie dzisiaj trochę zabawić. 20 minut później byłem już pod jednym z Londyńskich klubów.
-Zaynee - mruknęła Pezz. Westchnąłem zirytowany, no tak zapomniałem, że mam dziewczynę której nie kocham.
-Czego? - zapytałem chyba nie co za ostro. Muszę uważać przecież ona myśli że ją kocham...Pff każdy tak myśli.
-J-ja tylko chciałam zapytać co chcesz na śniadanie. - odpowiedziała nieśmiało. Uśmiechnąłem się sztucznie i pocałowałem dziewczynę.
-Wiesz trochę się śpieszę.
-Gdzie?
-Do...Do Niall'a - uśmiechnąłem się szeroko.
-Ostatnio spędzasz z nim więcej czasu niż ze mną ! - fuknęła dziewczyna. Przewróciłem oczami.
-Może temu, że jego lubię. - szepnąłem tak aby dziewczyna nie usłyszała.
*godzinę później.
Zapukałem do drzwi Niall'a miałem nadzieję, że jest w domu.
-Cześć... Zayn? - zapytał zdziwiony.
-Nie kosmita. - zaśmiałem się, wyminąłem go i usiadłem na kanapie w salonie.
-Co ty tu robisz? - zapytał i podrapał się po głowie.
-No.. eee... siedzę? - zapytałem i włączyłem telewizor. Niall głośno westchnął i usiadł obok mnie.
-Miałeś być z Perrie. Pokłóciliście się? - zapytał.
-Nie? - uśmiechnąłem się.
-To co tu robisz?
-Nie mogłem odwiedzić mojego najlepszego przyjaciela? - zaśmiałem się i przytuliłem go.
-Piłeś?
-Na Allaha Niall to, że przyszedłem do Ciebie nie oznacza, że piłem, z poza tym po prostu jej nie kocham, ok? - powiedziałem i popatrzyłem przyjacielowi w oczy szukając w nich jakiegoś pomysłu żeby pozbyć sie Pezz.
-Wiem stary. Przykro mi. - szepnął i spuścił głowę jakby była to jego wina. A nie była... To była wina cholernego Simon'a ! Ugh... Nienawidzę go.
-Możemy po prostu pooglądać jakiś film? - zapytałem z nadzieją. Niall uśmiechnął się i skinął głową.
-Co oglądamy?- spytałem.
-Może... "Gdzie jest Nemo"? - uśmiechnął się szeroko.
-Niall ty masz 20 lat... - uderzyłem się w czoło.
-No i? Na ta bajkę nigdy nie jest się za starym!
Gdy film,a raczej bajka się skończyła, pożegnałem się z chłopakiem i ruszyłem w stronę domu. Po chwili mój telefon zaczął wibrować.
-Słucham?
-Zayn czemu nie odbierasz? - usłyszałem cienki głos Perrie.
-Może temu, że nie dałem rady?
-Dlaczego jesteś na mnie zły? Przecież nic nie zrobiłam...- powiedziała. Westchnąłem zirytowany i rozłączyłem się. Nie wcale nic nie zrobiła... Ta dziewczyna zjebała całe moje życie. Ale przecież to nic takiego. Odpaliłem szybko papierosa i zaciągnąłem się. I znowu...
-Czego?! - warknąłem do telefonu.
-Chcę Cię widzieć u mnie i to już.
-Simon? - zapytałem zdziwiony i telefon się rozłączył. Tak to był Simon tylko czego on chce?
*30 minut później.
Stałem pod wielką willą Simon'a bez zbędnego pukania wpadłem do jego domu.
-Po co miałem przyjść? - zapytałem na starcie.
-A może chodziarz jakieś "cześć" ?
-Przestań pieprzyc i powiedz czego chcesz.
-Pokłóciłeś się z Perrie. - oznajmił. Och... Czyli, że już do niego dzwoniła.
-Uhm, tak. I co w związku z tym?
-Teraz Ci coś powiem. Musisz z nią być ponieważ chcę żeby jej zespół się wzbił, a ciacho z One Direction jej w tym pomoże. Nawet nie waż się mówić, że się nie zgadzasz bo tak szybko jak One Direction się wzbiło może upaść. - zaśmiał się szyderczo. Warknąłem wściekły. Dlaczego ja? Już wystarczająco w życiu przeżyłem. Spojrzałem ostatni raz na mężczyznę i wybiegłem z jego domu. Po paru minutach siedziałem na ławce w parku paląc jednego papierosa za drugim. Nie chciałem wracać do domu. Po co? Stwierdziłem, że mógłbym sie dzisiaj trochę zabawić. 20 minut później byłem już pod jednym z Londyńskich klubów.
sobota, 24 maja 2014
Prolog - Kate
Wiedziałam, że będę żałować mojej wieczornej decyzji... Mogłam zasłonić te cholerne zasłony teraz nie dośc, że męczy mnie kac to jest jeszcze poniedziałek, jestem nie wyspana i ech... No tak przecież jeszcze cudowny sprawdzian z niemieckiego.
-Córeczko pora wstawać! - krzyknęła mama.
-Ugh... A mogę dzisiaj nie iść do szkoły?
-Ty chyba sobie żartujesz? - moja mama weszła do pokoju - Mówiłam żebyś w niedzielę lepiej nie szła na te urodziny... Zresztą kto robi urodziny w niedzielę? - moja rodzicielka przewróciła oczami.
-No nic warto było spróbować. - westchnęłam. Zwlokłam się z łóżka i ruszyłam w stronę toalety. Gdy moje włosy były juz odpowiednio ułożone, a ja byłam odpowiednio umalowana, ubrałam się i szybko zeszłam na śniadanie.
-Podwiozę Cię. - powiedział tata. Uśmiechnęłam się, ale pokręciłam przecząco głową.
-Dzięki, ale umówiłam się już z Alex - uśmiechnęłam się i ucałowałam tatę w policzek.
Kwadrans później usłyszałam dźwięk sms'a. Spojrzałam na ekran i uśmiechnęłam się mimowolnie.
Od Alex
Rusz się nie mam zamiaru się spóźnić. Czekam już od 5 minut ile można?
Zachichotałam. Co jak co, ale w to że Alex śpieszy się do szkoły nigdy nie uwierzę.
-To, ja już idę. Pa. - powiedziałam i przytuliłam rodziców, po chwili siedziałam już w samochodzie przyjaciółki.
-Czemu tak się spieszysz? Czyżby Aron miał dzisiaj z tobą pierwsza lekcję? - zapytałam.
-Och, przestań. - odpowiedziała dziewczyna, a na jej policzku można było zobaczyć rumieniec.
-Ktoś tu się zakochał ! - krzyknęłam. Alex przewróciła oczami i ruszyłyśmy do szkoły. Gdy dotarłyśmy na miejsce westchnęłam.
-Co powiesz na to gdybyśmy dzisiaj nie poszły do szkoły? - spytałam.
-Sorry Kate, ale nie dzisiaj pisze poprawę z angla. - uśmiechnęła się i wysiadła.
-Ech... No dzięki ! - powiedziałam z wyrzutem i ruszyłam w kierunku szkoły.
Lekcje minęły w miarę szybko, sprawdzian na pewno napisałam na 1 oj tam, poprawi się. Za 2 minuty dzwonek i do domu. Yeap !
Gdy po pół godzinnej wędrówce dotarłam do domu, nie zastałam tam nikogo, trochę mnie do zdziwiło bo o tej porze mama zawsze była w domu. Mieli jechać do jakiejś hurtowni i szybko wrócić. Popatrzyłam do lodówki. Hum... Dziwne, że nawet obiadu nie ma... Stwierdziłam, że zadzwonię do mamy. Pierwszy sygnał... Drugi sygnał i nic. Pomyślałam, że pewnie nie może odebrać więc wzięłam laptopa i zaczęłam oglądać jakiś film.
*3 godziny później.
Rodziców dalej nie było i nie odpierali telefonów, kurde zaczęłam się martwić. Po chwili w kuchni rozbrzmiał telefon.
-Tak słucham? - zapytałam w nadziei.
-Kate Clark?
-Tak, co chodzi?
-Pani rodzice mieli wypadek niestety nie udało nam się ich uratować. Zadzwoniliśmy do pani ciotki, która powiedziała, że postara się przylecieć jutro rano. Jeśliby pani mogła niech pani przyjedzie na... - nagle telefon wypadł mi z ręki.
-N-Nie t-to niemożliwe - łzy zaczęły lecieć ciurkiem, upadłam na ziemię i objęłam kolana rękami. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam. Gdy się obudziłam nie siedziałam już na podłodze, ale byłam w swoim pokoju i leżałam w swoim łóżku. Wstałam mając nadzieję, że to było tylko koszmar.
-Och, wstałaś już. - usłyszałam głos, ale to nie był głos mamy.
-Ciociu co ty tu robisz? - łzy momentalnie napłynęły do moich oczów gdy zorientowałam się, że to nie był sen tylko rzeczywistość.
-Cii... Kochanie nie płacz, - szepnęła ciocia i przytuliła mnie.
-Co teraz będzie? - spytałam.
-W czwartek odbędzie się pogrzeb, a potem razem ze mną pojedziemy do mojego domu, do Londynu. - uśmiechnęła się lekko.
*Dzień pogrzebu.
-Gotowa? - zapytała ciocia.
Kiwnęła twierdząco głową. Bo co miałam powiedzieć?
Po pogrzebie razem z ciocią wróciłyśmy do domu po walizki, od wczoraj byłam już spakowana. Nagle rozległ się dźwięk dzwonka, otworzyłam drzwi i zobaczyłam w nich Alex, która odrazu wpadła w moje ramiona.
-Tak mi przykro. Musisz wyjechać? - spytała z łzami w oczach.
-Muszę... Ale wiesz, że Cię kocham - uśmiechnęłam się.
-Ja Ciebie też. - odpowiedziała.
-Kate już czas. - powiedziała ciocia i ruszyła w stronę samochodu.
-Żegnaj. - uśmiechnęłam się sztucznie do przyjaciółki i wsiadłam do auta.
-Córeczko pora wstawać! - krzyknęła mama.
-Ugh... A mogę dzisiaj nie iść do szkoły?
-Ty chyba sobie żartujesz? - moja mama weszła do pokoju - Mówiłam żebyś w niedzielę lepiej nie szła na te urodziny... Zresztą kto robi urodziny w niedzielę? - moja rodzicielka przewróciła oczami.
-No nic warto było spróbować. - westchnęłam. Zwlokłam się z łóżka i ruszyłam w stronę toalety. Gdy moje włosy były juz odpowiednio ułożone, a ja byłam odpowiednio umalowana, ubrałam się i szybko zeszłam na śniadanie.
-Podwiozę Cię. - powiedział tata. Uśmiechnęłam się, ale pokręciłam przecząco głową.
-Dzięki, ale umówiłam się już z Alex - uśmiechnęłam się i ucałowałam tatę w policzek.
Kwadrans później usłyszałam dźwięk sms'a. Spojrzałam na ekran i uśmiechnęłam się mimowolnie.
Od Alex
Rusz się nie mam zamiaru się spóźnić. Czekam już od 5 minut ile można?
Zachichotałam. Co jak co, ale w to że Alex śpieszy się do szkoły nigdy nie uwierzę.
-To, ja już idę. Pa. - powiedziałam i przytuliłam rodziców, po chwili siedziałam już w samochodzie przyjaciółki.
-Czemu tak się spieszysz? Czyżby Aron miał dzisiaj z tobą pierwsza lekcję? - zapytałam.
-Och, przestań. - odpowiedziała dziewczyna, a na jej policzku można było zobaczyć rumieniec.
-Ktoś tu się zakochał ! - krzyknęłam. Alex przewróciła oczami i ruszyłyśmy do szkoły. Gdy dotarłyśmy na miejsce westchnęłam.
-Co powiesz na to gdybyśmy dzisiaj nie poszły do szkoły? - spytałam.
-Sorry Kate, ale nie dzisiaj pisze poprawę z angla. - uśmiechnęła się i wysiadła.
-Ech... No dzięki ! - powiedziałam z wyrzutem i ruszyłam w kierunku szkoły.
Lekcje minęły w miarę szybko, sprawdzian na pewno napisałam na 1 oj tam, poprawi się. Za 2 minuty dzwonek i do domu. Yeap !
Gdy po pół godzinnej wędrówce dotarłam do domu, nie zastałam tam nikogo, trochę mnie do zdziwiło bo o tej porze mama zawsze była w domu. Mieli jechać do jakiejś hurtowni i szybko wrócić. Popatrzyłam do lodówki. Hum... Dziwne, że nawet obiadu nie ma... Stwierdziłam, że zadzwonię do mamy. Pierwszy sygnał... Drugi sygnał i nic. Pomyślałam, że pewnie nie może odebrać więc wzięłam laptopa i zaczęłam oglądać jakiś film.
*3 godziny później.
Rodziców dalej nie było i nie odpierali telefonów, kurde zaczęłam się martwić. Po chwili w kuchni rozbrzmiał telefon.
-Tak słucham? - zapytałam w nadziei.
-Kate Clark?
-Tak, co chodzi?
-Pani rodzice mieli wypadek niestety nie udało nam się ich uratować. Zadzwoniliśmy do pani ciotki, która powiedziała, że postara się przylecieć jutro rano. Jeśliby pani mogła niech pani przyjedzie na... - nagle telefon wypadł mi z ręki.
-N-Nie t-to niemożliwe - łzy zaczęły lecieć ciurkiem, upadłam na ziemię i objęłam kolana rękami. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam. Gdy się obudziłam nie siedziałam już na podłodze, ale byłam w swoim pokoju i leżałam w swoim łóżku. Wstałam mając nadzieję, że to było tylko koszmar.
-Och, wstałaś już. - usłyszałam głos, ale to nie był głos mamy.
-Ciociu co ty tu robisz? - łzy momentalnie napłynęły do moich oczów gdy zorientowałam się, że to nie był sen tylko rzeczywistość.
-Cii... Kochanie nie płacz, - szepnęła ciocia i przytuliła mnie.
-Co teraz będzie? - spytałam.
-W czwartek odbędzie się pogrzeb, a potem razem ze mną pojedziemy do mojego domu, do Londynu. - uśmiechnęła się lekko.
*Dzień pogrzebu.
-Gotowa? - zapytała ciocia.
Kiwnęła twierdząco głową. Bo co miałam powiedzieć?
Po pogrzebie razem z ciocią wróciłyśmy do domu po walizki, od wczoraj byłam już spakowana. Nagle rozległ się dźwięk dzwonka, otworzyłam drzwi i zobaczyłam w nich Alex, która odrazu wpadła w moje ramiona.
-Tak mi przykro. Musisz wyjechać? - spytała z łzami w oczach.
-Muszę... Ale wiesz, że Cię kocham - uśmiechnęłam się.
-Ja Ciebie też. - odpowiedziała.
-Kate już czas. - powiedziała ciocia i ruszyła w stronę samochodu.
-Żegnaj. - uśmiechnęłam się sztucznie do przyjaciółki i wsiadłam do auta.
Subskrybuj:
Posty (Atom)